Backend Runtime & Domain Core
Kontrakty API, warstwa domenowa, migracje, kolejki i transakcje, które nie wymagają modlitwy przy deployu.
- Python
- FastAPI
- SQLAlchemy 2
- Pydantic v2
- Alembic
- PostgreSQL
- Redis
- Dramatiq
- domain services
- unit of work
Event-driven architecture, idempotentne integracje, semantyczne modele danych, AI agents, RAG, observability, audit trail i procesy, których nie da się już uczciwie ogarniać ręcznie.
Dobieramy stos pod wolumen, ryzyko, integracje, SLA i koszt błędu. Jeżeli coś może się rozjechać asynchronicznie, dostać duplikat eventu albo zgubić semantykę metryki, projektujemy to zanim produkcja zrobi to za nas.
Kontrakty API, warstwa domenowa, migracje, kolejki i transakcje, które nie wymagają modlitwy przy deployu.
Interfejsy operacyjne, które umieją żyć z latency, pustymi stanami, błędami API i użytkownikiem, który klika szybciej niż backend oddycha.
Łączymy systemy, które producent oficjalnie nazywa „kompatybilnymi”, a logi na produkcji nazywają inaczej.
Modele wymiarowe, lineage, freshness checks, reconciliations i jedna wersja prawdy zamiast dwudziestu prawd z Excela.
Koszt, kliknięcie, sesja, zapytanie, landing page, zamówienie i marża w jednym grafie zależności. Bez screenów z paneli.
Agenci, którzy mają scope, źródła, confidence score i ograniczenia. Czyli AI, które nie udaje prezesa w bazie danych.
Procesy, które mają stan, retry, kompensację, harmonogram, logikę wyjątków i ślad audytowy. Czyli nie cron z nadzieją.
Uprawnienia, izolacja tenantów, sekrety, audyt i monitoring, który widzi problem zanim klient nazwie go „nie działa”.
Sklep, marketplace, produkcja, logistyka, marketing i marża w jednym modelu operacyjnym. Wreszcie.
Nie pytamy „czy działa”. Pytamy gdzie, dla kogo, jak długo, z jakim p95 i czy rollback jest tańszy niż hotfix.
Repo, CI, migracje, preview environments i deploye tak nudne, że aż profesjonalne.
Metryka bez definicji to opinia. Pipeline bez testów to losowanie. My wolimy nudną przewidywalność.
Frontend jest ekranem końcowym. Pod spodem jest kontrakt danych, kolejka, migracja, polityka uprawnień, retry, trace, log, alert i człowiek, który rano nie musi zgadywać, co się wydarzyło w nocy.
Idempotency keys, deduplikacja eventów, retry-safe endpoints, optimistic locking i reconciliation jobs dla danych, które lubią przychodzić dwa razy albo wcale.
Transactional outbox, dead letter queue, event replay, backpressure i kompensacje dla procesów, które nie mieszczą się w jednym synchronicznym request/response.
Warstwa raw, normalized, marts, semantic layer, SCD Type 2, lineage, freshness, tests i metryki, które mają definicję zamiast „u mnie w Excelu wychodzi inaczej”.
RAG, tool calling, scoped context, confidence score, source attribution, prompt contracts, eval pipelines i blokady, żeby model nie zobaczył danych, których użytkownik nie powinien widzieć.
Structured logs, OpenTelemetry traces, metrics, anomaly alerts, p95/p99, dashboardy techniczne i biznesowe. Bo „u mnie działa” to nie strategia operacyjna.
RBAC, ABAC, field-level permissions, tenant isolation, audit trail, secret rotation i zasada najmniejszych uprawnień. Szczególnie wtedy, kiedy wszystko wygląda jak jeden panel.
Każda z tych usług to fragment systemu operacyjnego firmy: integracje, dane, AI, procesy, koszty, marża, alerty i warstwa decyzyjna, która przestaje udawać, że CSV jest architekturą.
Łączymy systemy, które „nie miały się ze sobą gadać”. Webhooki, kolejki, retry, idempotencja, audit log, DLQ i outbox. Bez ręcznego CSV o 21:37.
Hurtownia, modele dbt, semantyczna warstwa metryk, lineage, freshness checks i interfejsy, które tłumaczą dane na decyzje, a nie tylko na wykresy.
Integracje z platformami, marketplace’ami, kurierami, produkcją i kosztami. Listingi, oferty, ceny, marże, zwroty — w jednej, spójnej warstwie.
Wewnętrzny analityk, który zna dane, dokumenty i procesy, ale respektuje scope, role i źródła. RAG, agenci, tool calling i pełny ślad odpowiedzi.
ERP-lite szyty na miarę, bez 18 miesięcy wdrożenia i konsultantów w garniturach. Produkcja, komponenty, koszty, logistyka i koszty operacyjne w jednym modelu.
Wchodzimy w dane, tagowanie, atrybucję, koszty i procesy. Mówimy, gdzie znika marża. Najczęściej tam, gdzie nikt nie patrzy.
Od pomysłu do działającego produktu w tygodniach. Bez długu udającego prędkość. Jeżeli idzie do klienta — ma logi, role, dane testowe i plan migracji.
Pomijanie kroków oszczędza tydzień, a kosztuje kwartał. Najpierw kontrakty, modele, ryzyka i granice systemu. Dopiero potem UI, AI i przyciski, które wyglądają niewinnie.
Źródła, wolumen, opóźnienia, identyfikatory, duplikaty, braki i ownership. Bo bez tego każdy dashboard to ładny obrazek z losowym numerem.
API contracts, data contracts, schema versioning, migracje i walidacje. Jedna wersja prawdy zamiast pięciu narracji.
Warstwa semantyczna, marts, lineage, testy świeżości, reconciliations i definicje metryk, które można obronić przed CFO.
Modele i agenci wchodzą wtedy, kiedy mają dane, kontekst, narzędzia, scope, guardrails i sensowne zadania. Nie odwrotnie.
Interfejs, automatyzacje i alerty. Ale tylko jeśli działa w testach, logach, rollbacku i po pierwszym dziwnym edge case z produkcji.
nimda to admin czytany od tyłu. Niby drobiazg. W praktyce — cała filozofia pracy z procesami, danymi i organizacją.
Zaczynamy od skutku, a nie od panelu. Najpierw definiujemy decyzję, potem dobieramy dane i interfejs.
Mapujemy proces od momentu, w którym coś idzie nie tak, i cofamy się aż do źródła. Tam najczęściej leży rozwiązanie.
Odwracamy bałagan w architekturę. Kolejki, stany, eventy, audit log. Bez „bo tak się ustaliło na callu”.
Wszystko, co robisz dwa razy w tygodniu, da się zautomatyzować. Wszystko, co robisz codziennie, już powinno być.
Nie dostarczamy raportów. Dostarczamy decyzje wsparte danymi. Reszta to kwestia formy.
Każdy dojrzały Excel chce zostać systemem. Pomagamy mu tę zmianę przejść z godnością.
Możesz spróbować formularza. Odpowiemy szybciej niż typowy support.